14.08.2012 14:41
Motorower Romet Router WS 50 kupiłem pod Siedlcami. O ile wcześniej przejechałem kilkaset tysięcy kilometrów na czterech kółkach, to nigdy przedtem nie prowadziłem innego jednośladu niż rower. Rower, motorower, z perspektywy iluśset ccm to może żadna różnica. Dla mnie to było wyzwanie. Zwłaszcza, że świeżo zakupionym pojazdem miałem dojechać do rodziny wypoczywającej w oddalonej o 60 km Wildze...
Pierwsze 30 km były krytyczne... Nie traciłem wiele czasu na obserwowanie lusterek, jeszcze straciłbym równowagę, wypadek, koroner, pogrzeb, wiadomo... Wątpliwości naszły mnie nawet przy tankowaniu, bo czy to aby nie był otwór na olej silnikowy?! Z pomocą przyszła mi wędrująca w górę wskazówka paliwomierza. Nowością były dla mnie pozdrowienia od mijanych z naprzeciwka motocyklistów... Oni chyba myśleli, że podróżowałem na motorze. Tak, czy siak, puszczenie kierownicy jedną ręką by odmachać kierowcy z naprzeciwka nie wchodziło w grę, nie dałem się zabić!! Po kolejnym zakręcie, przeczuwając obecność kilku samochodów za moimi plecami, potwierdziłem moje przypuszczenia zerkając nerwowo w lusterko. "Przesada" pomyślałem, przecież mogą spokojnie mnie wyprzedzić! Pierwszy śmiałek po wyprzedzeniu mnie zamrugał awaryjnymi uzmysławiając mi, że kierunkowskaz nie wyłącza się po wyjściu z zakrętu. Ręce puchły mi od kurczowego uścisku, jakim obłaskawiałem kierownicę, byłem spięty od końców palców, przez ramiona, na końcach włosów skończywszy. Tak, pierwsze 30 km to była walka.
Druga połowa mojej pierwszej podróży, zapoczątkowana relaksacyjnym papierosem na poboczu obok świeżo zakupionego motoroweru, była zdecydowanie przyjena. Nabrałem minimum zaufania do swoich "umiejętności", niezbędnego do bezpiecznej jazdy z punktu A do punktu B. Dumą napawała mnie moja śmiałość w rozglądaniu się po okolicy, nonszalancko zerkałem w lusterka stale aktualizując moje położenie względem czterokołowych przeciwników, usiadłem wygodnie prostując plecy i rozluźniając nieco dłonie na kierownicy... Motocyklista przez górne C! Nawet prędkość oscylująca w granicach 50 km/godz stała się jakby zbyt wolna! Swoją drogą dawno papieros nie smakował mi tak dobrze, jak na poboczu przy moim cudeńku na dwóch kółkach.
Podróży do/z Wilgi odbyłem jeszcze parę. Bardzo miło wspominam poranny powrót do Warszawy, skąpaną we mgle drogą na Puławy, pośród na przemian lasów i pól. Miejska rzeczywistość to już zupełnie inny fan... Wszędzie wokół potencjalni mordercy zabarykadowani za czort wie ilu paroma drzwi z centralnym zamkiem, kurtynami, kontrolowanymi strefami zgniotu, słupkami, a pośród nich ja, 31-latek na motorowerze planujący zakup chopera w kolejnym roku. Wielkiego strachu nie było, wielkich wpadek póki co też brak. Na każdym kilometrze stosowałem porady z wielu połkniętych filmów instruktarzowych z youtube. Zdążyłem już nawet jeździć w lekkim deszczu. Cały czas ostrożnie, ciągle starając się oddalić pierwszy upadek jak najdalej w stronę nigdości, choć niekiedy docierając silnik na wyższych obrotach.
Przede mną dużo nowych sytuacji na drodze, wiele nauki. Dopiero rozpocząłem moją jednośladową przygodę. Plan jest jasny, w tym sezonie zapoznawcze kilkaset kilometrów na motorowerze, na wiosnę 2013 kurs/egzamin na prawo jazdy kategorii A, a potem przesiadka na coś większego, coś pięknego, głośniejszego, większego i szybszego. Póki co, kiedy siadam w pracy przed komputerem, brakuje mi wibracji pod tyłkiem.
Archiwum
Kategorie
- Na wesoło (656)
- Nauka jazdy (1)
- O moim motocyklu (18)
- Ogólne (151)
- Ogólne (5)
- Ogólne (5)
- Wszystko inne (25)
- Wszystko inne (4)